Ten blog to moje luzne zapiski z Nowej Zelandii... jestem tu juz prawie rok, przywialo mnie we wrzesniu 2006... Aotearoa to maoryska nazwa Nowej Zelandii. Aotearoa znaczy kraina dlugich bialych chmur
RSS
czwartek, 28 lutego 2008
Chasing pavements
Hmmm, jeszcze nie rozgryzlam co Adele ma na mysli spiewajac o gonieniu chodnikow... piosenka mi sie bardzo podoba wiec wklejam... Teledysk jest miodzio...


09:17, myshen82
Link Komentarze (3) »
Jeszcze miesiac - juhuuu
Alez sie rozochocilam z tym pisaniem, no no!
Na poczatku napisze, ze juz tylko miesiac i lecimy do Polski! Juz ponad rok nie widzialam rodzicow i znajomych wiec nie moge sie doczekac. W planie jest Londyn, Bialystok, Radom, Warszawa, Poznan, Krakow, Amsterdam i Londyn. Juhuuuu!!!
Poza tym, planuje kupic porzadny aparat - nie glupawke ale aparat, w ktorym moge sobie zmieniac obiektywy i eksperymentowac z roznymi ustawieniami. Nie to, ze umiem i sie znam. Nie znam sie. Ale sie naucze :) O! Kiwi jedzie na konferencje jakowas do Nowego Orleanu na poczatku marca i mi tam zakupi sliczny aparacik. Roznica w cenie jest kolosalna. W NZ ten sam model kosztuje prawie dwa razy wiecej...

W marcu planuje:
*chodzic na silownie
*przepracowac dwie soboty
*kupic suweniry z nz
*dostac podwyzke i bonus
*pisac bloga

A na razie wklejam pioseneczke ktora mi sie w glowie kolacze. Bardzo ladna.


08:59, myshen82
Link Komentarze (2) »
środa, 27 lutego 2008
Poszczelona
Ha
Jestem beznadziejna. Nie napisalam ani sloweczka od pazdziernika.
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Poza, oczywista, faktem, ze jestem beznadziejna ;)

No wiec (nie zaczyna sie zdania od wiec. A tym bardziej od no. Czy juz napisalam ze jestem beznadziejna? No.)

Zostalam postrzelona.
Reguly kopiuje:

1. Nalezy zostac postrzelonym.
2. Napisac kto nas postrzelil.
3. Podac reguly strzelaniny.
4. Podac 6 faktow ze swojego zycia, mniej interesujacych, lub bardziej.
5. Ustrzelic 6 osob.

Mnie postrzelila Marta podparysko-posttriestenska: http://triestenskiezapiski.blox.pl/html

Zaczynamy.

1. Jestem beznadziejna jesli chodzi o zapal do robienia nowych rzeczy. Zapalam sie do czegos (blog najlepszym przykladem) a potem jakos mi sie nie chce, zapal sie konczy i wychodzi jak wyszlo (zero wpisow przez kilka miesiecy, zenua!)

2. Najlepsza historia z mojego dziecinstwa: bylam u babci i rano jak nikogo nie bylo w domu (babcia z dziadkiem poszli do kosciola) wstalam, razno pomaszerowalam do kuchni, wyjelam z lodowki polowke cytryny odkladana na czarna godzine (dodam ze bylo to w polowie lat 80 kiedy to cytryny byly towarem niedostepnym i luksusowym), spokojnie udalam sie do pokoju babci i dziadka i rownie spokojnie wycisnelam cytryne na przescieradlo. I poszlam spac. Do dzis nie wiadomo co chcialam osiagnac. E, taki maly konceptualny perfomance.

3. Moj kiwi jest fizykiem a ja nawet nie moge z nim podyskutowac o jego pracy i jego badaniach bo jesli chodzi o fizyke, zatrzymalam sie na podstawowce (wczesnej). Zawsze mialam problemy z wzorami i ruchem jednostajnie przyspieszonym jakimstam. No coz, nie mozna miec w zyciu wszystkiego.

4. Jesli chodzi o jedzenie, jestem jak inzynier Mamon: podoba mi sie to, co juz jadlam i ciezko mi sie przekonac do nowych potraw. W zwiazku z tym jak curry to tylko chicken korma, jak chinskie zarcie to tylko kurak slodko-kwasny, jak pizza to tylko hawajska itp. Postanawiam ze to zmienie.

5. Mimo, ze angielskiego ucze sie juz od mniej wiecej 15 lat ciagle mam problemy z 'on the beach/at the beach' i economic/economical i zameczam kiwiego pytaniami co jest poprawne

6. Caly czas wydaje mi sie nieprawdopodobne ze jestem w Nowej Zelandii


Uff, ale przynudzam

Teraz sczelam. Sczelam do:

* Lasoty: http://swiatlasoty.blox.pl
* Hjuston: http://houston.blox.pl/html
* Przemka i Moniki: http://melbourne.blog.onet.pl/

Nie moge wybrac wiecej - bo jak zawazylam czesc osob, ktorych blogi czytam juz zostala poszczelona
Uff
09:11, myshen82
Link Komentarze (4) »
wtorek, 16 października 2007
Ole!
Dzisiaj mily student zamiast skupic sie na zapisywaniu adresow stron oferujacych stypendia zajal sie doglebna analiza mojego akcentu i doszukal sie nalecialosci hiszpanskich. No no, ole, muchas gracias :)
Nastepnym razem jak mnie zapytaja skad ten akcent zaczne rznac glupa: Akcent? Jaki akcent?!?! Jestem born and bred Kiwi!

Prosze pocieszcie mnie, ze u was tak samo, bo inaczej zaczne sobie tluc do glowy, ze 15 lat nauki jezyka i dlugotrwale i meczace cwiczenie wymowy na studiach (pamietam nagrywanie tekstow w stylu: when spring comes, go down on your knees, so that you can really see your plants i inne bzdury) poszlo sie czesac...

Co poza tym?
Czytam 'Lesia' Chmielewskiej porykujac ze smiechu. Wczoraj nie moglam sie uspokoic po przeczytaniu tegoz fragmentu:

'Przez całą resztę nocy męczyły Lesia koszmarne sny. Nie wiedział, jak wyglądają gronkowce, więc widział je rozmaicie. To w postaci białych karaluchów, stadami obłażących współpracowników, to znów w postaci glonów, pączkujących na wszystkie strony i wyrastających z najprzedziwniejszych miejsc. Z dziurek od kluczy, z kontaktów elektrycznych, z uszu i nosa pani Matyldy... Wreszcie ujrzał przed sobą wielkiego gronkowca, przypominającego z wyglądu białą fokę, leżącego na jego służbowym stole. Gronkowiec powiedział, patrząc na niego błękitnymi oczami w oprawie czarnych rzęs: - Kochanie, przytul mnie. Ostatni raz...'

Mjut, mjut po prostu :D

Tylko pogoda nie mjut.
Rano swieci slonce (posciel sie suszy) po poludniu zaczyna padac (posciel moknie) . Potem sie wypogadza (posciel schnie). I tak w kolko macieju...


11:26, myshen82
Link Komentarze (11) »
środa, 10 października 2007
Kopytko
Wynik dzisiejszej bitwy obiadowej: kopytka vs Myshen, 1:0 dla mnie :D
Musze dodac, ze moje jedyne doswiadczenie z kopytkami do tej pory to patrzenie z podziwem jak moja mama toczy idealne waleczki i odkraja idealne kopytka :) Dzisiaj postanowilam zrobic je sama, pierwszy raz w zyciu. Ha! Wyszly!
Wczoraj wyjawilam kiwiemu moje kopytkowe plany i probowalam wylumaczyc co to.
Ja: po polsku to sa kopytka, co doslownie znaczy 'little hooves'
Kiwi: little poos? ;)

Kiwi generalnie podchodzi z duza rezerwa do moich eksperymentow kuchennych, zreszta ja mu tam nigdy nie robie nadziei, mowiac: nigdy w zyciu tego nie gotowalam, wiec nie spodziewaj sie cudow... Do tej pory niczego nie spartolilam, ale kto mnie tam wie... do robienia pierogow sie na razie nie przymierzam, bo czuje ze bedzie porazka. A jeszcze do tego nie dojrzalam :)

Z innych nowosci: zlozylam podanie o wize jakies 4 tygodnie temu zgrzytajac zebami ze zlosci, bo imigracyjne buraki podniosly oplaty (prawie dwukrotnie wyzsze niz rok temu).
Jak sie okazuje, kolejny raz ich przekonalam ze jestem z kiwim nie dla picu ale z milosci. I ze naprawde jestesmy 'in true and stable relationship'
W kazdym razie nie musze sie martwic o to ze moj New Zealand dream sie skonczy. Przynajmniej przez dwa lata...

09:46, myshen82
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 października 2007
to jeszcze raz ja, Jarzabek ...
Zapomnialam napisac ze dzisiaj, jesli wierzyc prasie, doswiadczylismy w NZ jednego z silniejszych w tym roku trzesien ziemi (przeczytalam to zdanie i zaczelam sie zastanawiac czy bedac obcokrajowcem nauczylabym sie polskiego...)
5.6 w skali Richtera. O 8:15 rano. Yours truly jadla o tej porze platki z mlekiem i czytala Wyborcza. I jakos nic nie poczula. (Pole i inni mieszkancy Christchurch moze poczuli)
Przypomnialo mi sie jak pare miesiecy temu bylam w pracy i byl maly wstrzas. Zawsze sobie wyobrazalam, ze no coz, trzesienie, to trzesie, logiczne co? Nie wstrzas a bujanie... jakby budynek byl z kauczuku albo galarety. Ponoc budynki w Wellington maja w fundamenty cos wbudowane - jakis gumowy rdzen, ktory ma amortyzowac wstrzasy (wybaczcie nieumiejetne tlumaczenie, zaden ze mnie Bob Budowniczy :D)
Ponoc (co ja z tym ponoc, moze bym sobie wreszcie o tym poczytala, zamiast ponociowac) w Te Papa (czyli muzeum w Wellington) mozna sobie zejsc do podziemi i zobaczyc jak taki rdzen wyglada. Obiecuje sprawdzic.

Poza tym... piekna wiosna nastala. Wiatr i monotonne strugi deszczu.
Leje jak z cebra.
Badz tez (doslowne tlumaczenie z angielskiego): pada psami i kotami :)

11:12, myshen82
Link Komentarze (10) »
Piniondz nie tonie :)
Piniondz sie zarabia :D
Musze sie pochwalic. Dzisiaj mialam w pracy tzw. Performance Appraisal - polega to na tym, ze co 6 miesiecy siada sie ze swoim managerem i omawia postepy jakie sie poczynilo w pracy, dyskutuje nad tym, co mozna poprawic, w czym mozna sie podszkolic itp. Generalnie ma to na celu ocenienie pracy wykonanej w ciagu pol roku. Oceniane jest wszystko co zawarte bylo w kontrakcie.
U mnie sa jest 4 stopniowa skala ocen: Needs Improvement (czyli jest ok, ale sa pewne luki i moglo by byc lepiej), Meeting Expectations (czyli wszystko ok, wykonujemy swoja prace nalezycie), Exceeding Expectations (czyli zrobilismy postepy, wykraczamy poza wymagania kontraktowe) i Outstanding (jest extra super i jestesmy wzorem do nasladowania, robimy o wiele wiecej niz typowa praca 9-5).
W zaleznosci od oceny jaka dostajemy (po dyskusji z managerem) mozemy dostac podwyzke, a przy ostatnich dwoch ocenach bonus (jakies $500).

I zgadnijcie co wasza Marysia dostala? Exceeding expectations!!!! (bonus i podwyzka)
Jestem z siebie bardzo dumna, ze tak nieskromnie napisze. Kylee (moja managerka) powiedziala mi, ze jest pod wrazeniem mojego podejscia do pracy i zaangazowania... i ponoc rzadko sie zdarza ze nowy pracownik po 6 miesiacach pracy dostaje Exceeds Expectations...
No dobra juz skoncze z tym chwaleniem sie :D

A teraz pytanie nie zwiazane z tematem, ktore ostatnio zaprzatalo mi glowe...
Jak to sie dzieje ze skarpetki zostaja sierotami?
Po kazdym niemal praniu odkrywam, ze jakiejs brakuje. Co z tymi skarpetkami panie? Wsysa je pralka? wywiewa je wiatr ze sznurka? pozera kosz na pranie?
czekam na inne mozliwe rozwiazania tej zagadki. A moze wasze skarpetki nie gina? ;)
07:30, myshen82
Link Komentarze (11) »
sobota, 29 września 2007
Rok na emigracji
To juz rok.
Dokladnie rok minal we czwartek.
Strasznie szybko to minelo...
Zaczelo sie tak, w deszczowym Londynie. Za oknem duuuzy samolot. I deszcz, ktory opoznil wylot o dwie godziny.


DSCF0810

A potem... Singapur, Sydney i wreszcie Wellington. I powitanie na lotnisku po 7 miesiacach rozlaki...


DSCF0812

i takie widoczki

DSCF0817

Podsumowanie roczne? Troche zajelo mi przyzwyczajenie sie do zycia tutaj. Kiwi na poczatku strasznie sie bal, ze mi sie nie spodoba, i ze bede chciala wracac do Polski. Spodobalo mi sie. Podoba mi sie duza przestrzen. Duzo zieleni, i wzgorza... Nie podoba mi sie brak ogrzewania ale nie bede o tym pisac, bo juz wielokrotnie sie zalilam ze mi zimno :) A za 6 miesiecy lecimy do Europy. Szykuje sie Londyn, Polska, Amsterdam (yeah). Nie moge sie doczekac!
02:40, myshen82
Link Komentarze (8) »
niedziela, 16 września 2007
5 kilo cukru do siatki i do domu, do dooomu!
Ah, kocham Bareje!

Dostalam niedawno DVD z "Poszukiwanym Poszukiwana" od Hanki z Poznania (Jeszcze raz bardzo dziekuje!!!), ktora odpowiedziala na moj apel
'Poszukiwany Poszukiwana' zawsze poprawia mi humor.
Golas: Marysiu! Kto byl w nocy u Marysi?
Marysia: B-b-brat...
Golas: To dzis brata nie bedzie - bede ja! :D

A tu moje ukochane sceny z profesorem, badajacym procent cukru w cukrze (a sacharyna to ma w ogole 500 procent cukru w cukrze!) (w roli profesora Czechowicz)

Zastanawia mnie czy gdzies da sie znalezc sensowne tlumaczenie tego filmu na angielski. Chcialabym kiwiemu pokazac, chociaz nie wiem czy zlapie te absurdy. Nalezalo by pewnie krotki rys historyczny zrobic przed pokazem...



05:52, myshen82
Link Komentarze (4) »
środa, 05 września 2007
All by myyyself...
Zostalam slomiana wdowa.
Kiwi wybyl do Austin, Texas na konferencje.
Nie lubie jak on wyjezdza.
Dom jest pusty i skrzypi
Telefon milczy jak ciemny grobowiec
Sama jestem (ciekawe kto zgadnie skad dwa ostatnie wersy?)

Poniewaz domy tutaj sa niestety marnie zbudowane, wszystko skrzypi i wydaje rozmaite odglosy - zwlaszcza jak wieje wiatr.
Przy kazdym skrzypnieciu serce wali mi jak oszalale i wydaje mi sie ze ktos sie wlamuje do domu.
Albo kradnie samochod.
Glupie, co? Mam 25 lat i mam ochote przed pojsciem spac posprawdzac wszystkie szafy i upewnic sie ze nie siedzi w nich zbir z nozem w zebach.
Dodatkowo przed snem przez glowe przewijaja mi sie w korowodzie wszystkie straszne filmy, ktore ogladalam, w tym Lsnienie, Hills have eyes, Milczenie owiec (te paznokcie na scianach studni, zgroza) i Krzyk (wiem, ze Krzyk nie byl straszny, ale dla mnie kazdy film w ktorym ktos wyskakuje na kogos z nozem jest straszny).

Moje sny tez sie zrobily dziwaczne. W ostatnim snie nie dosc ze wypadaly mi wlosy to jeszcze na dodatek odkrylam u siebie poczatki choroby psychicznej i usilowalam przekonac kiwiego ze cos ze mna nie tak. Nie chcial mi uwierzyc.

Eh.
Tyle na dzis.

Wpis ten wykorzystuje zeby podzielic sie z wami dwiema piosenkami ktore mi sie ostatnio bardzo podobaja.
Pierwsza to Albertine Brooke Fraser. Piekna i wzruszajaca.
Druga piosenke najlepiej opisuje jedno angielskie slowko 'quirky' :D
Dla wyjasnienia: Liam Finn to syn Neilla Finna, ktory jest czlonkiem Crowded House.
Tak jakos sie zlozylo ze obie piosenki sa kiwijskiego autorstwa :)






Do nastepnego wpisu!
11:33, myshen82
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8